Wycieczka do DIMO w Dublinie

Dublin Inkjet Manufacturing Operation

Dostałem zaproszenie do wyjazdu prasowego do DIMO (Dublin Inkjet Manufacturing Operation) – fabryki oryginalnych materiałów eksploatacyjnych HP w Dublinie. Seria przypadkowych zdarzeń sprawiła, że lecąc do Dublina, zostaliśmy porwani w Brukseli, a wracaliśmy przez Paryż do Warszawy. A wszystko przez złą pogodę na Okęciu.

Dublin Inkjet Manufacturing Operation

Do Warszawy przyjechałem dość wcześnie by spotkać się z Akirą, który szedł na egzamin. Po odświeżeniu znajomości ze zlotu Joggerowego. Udaliśmy się na taras widokowy, aby obejrzeć jak bardzo zasypało lotnisko w Warszawie. Można było stwierdzić, że zima zaskoczyła nie tylko drogowców, ale i obsługę lotniska. Kilka płatków śniegu zaoferowało ciekawą podróż po Europie.

Próba wydostania się z Warszawy

Na początku padał śnieg z deszczem. Z minuty na minutę zakrywał czarną płytę lotniska. Pomarańczowe samochody bezsilnie próbowały odśnieżyć pas. Na tablicach odlotów pojawiały się coraz częściej słowa DELAYED by w końcu zamienić się na CANCELED. Nasz lot linią Aer Lingus początkowo był opóźniony tylko o 30 minut. I tak co 30 minut spóźniał się o kolejne półgodziny. W ostateczności koło 15:00 poinformowano nas, że samolot wylądował w Poznaniu, a następny do Dublina będzie jutro o 16:15.

Tłumy ludzi oczekujących na wylot samolotów z Okęcia w Warszawie.

Biuro przewoźnika było oczywiście puste. Nie dziwię się. Ja na ich miejscu też bym uciekł przed rozjuszonym tłumem ludzi. Telefon podany do biura był wiecznie zajęty dlatego, że ludzie dzwonili na jeden numer. Nasza ekipa uzbrojona w kilkanaście telefonów komórkowych zaatakowała biura Aer Linugsa w Irlandii i Polsce. W końcu udało się nam dodzwonić. Po kilku minutach udało się nam wynegocjować, że polecimy do Brukseli a tam Aer Linugs zabierze nas do Dublina.

Koło godziny 18:00 czekaliśmy na samolot linii Brussels Airlines do Brukseli. Opóźnienie wynosiło tylko 30 minut, zatem spokojnie mieliśmy czas, żeby zdążyć przesiąść się na samolot do Dublina. Zapakowano nas do samolotu, zamknięto drzwi i grzecznie poinformowano, że wylecimy może za godzinę. Lotnisko jest oblodzone i żaden samolot nie może wystartować. Oczywiście nasz samolot był jednym z ostatnich w kolejce do startu. Opóźnienie było już tak wielkie, że nie było szans na złapanie samolotu do Dublina. Zapadła decyzja o ewakuacji z samolotu. Niestety stewardesy nie chciały nas wypuścić mimo zgody obsługi lotniska.

Pustki na lotnisku w Brukseli. Widok na terminal przylotów. Pustki na lotnisku w Brukseli. Widok na terminal przylotów.

Chcąc, nie chcąc wylądowaliśmy dość późno w Brukseli. Lotnisko było puste. Czasem spotkać było można kogoś kto zamiatał halę przylotów. Obsługa lotniska jak i Aer Lingus dały nam do zrozumienia, że mamy się martwić sami o siebie. Ambasada polska w Brukseli bardzo nam współczuła i olała sprawę. Dopiero telefon na 112 i poinformowanie policji, że linie lotnicze Brussels Aerlines nas porwały nam pomogło. Przyjechała policja, podzwoniła w różne miejsca i znalazła nam hotel, gdzie można było przeczekać do rana.

Ucieczka z Brukseli do Dublina

Hotel okazał się zbawieniem dla zmęczonych podróżników. Szybkie piwko integracyjne oraz gorący prysznic postawiły mnie na nogi. Wieść na temat wyniku meczu Polska – Słowacja sprawiła, że odechciało mi się wracać do kraju.

Bruksela - Hotel

Po szybkim śniadaniu wróciliśmy na lotnisko. Już bez większych przeszkód dostaliśmy się do samolotu i spokojnie wylądowaliśmy w Dublinie. Tam czekał na nas autokar, który zawiózł całą ekipę do DIMO.

Dublin

Prosto z lotniska udaliśmy się do budynku DIMO. Tam czekała już na nas ekipa przewodników z firmy Hewlett Packard. Każdy z nas otrzymał identyfikator gościa, materiały prasowe i po krótkiej odprawie mogliśmy ruszyć do zwiedzania fabryki.

Dublin Inkjet Manufacturing Operation

Jak to zwykle bywa tego typu spotkania kończą się wieczorem integracyjnym przy kolacji i piwie. Tutaj górował Guinness. Na początku występował zespół, który grał muzykę irlandzką. Nie zabrakło utworu „Whiskey in the Jar„. Następnie grupa młodych artystów zaprezentowała nam taniec irlandzki.

Taniec był naprawdę wspaniały. Co prawda młodej ekipie dużo brakowało do talentu jaki posiada Michael Flatley, ale naprawdę było warto popatrzeć i posłuchać. Zmęczony podróżami oraz imprezą integracyjną wróciłem do hotelu O’Callaghan Davenport Hotel.

Pokój w hotelu O’Callaghan Davenport Hotel. Pokój w hotelu O’Callaghan Davenport Hotel.

Poranek rozpoczęło bardzo syte śniadanie. Przed odlotem do Paryża miałem chwilę wolnego czasu, więc ze znajomymi udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Nie padał deszcz i było ciepło, więc ruszyliśmy do centrum.

Moją uwagę przykuwały żółte, piętrowe autobusy oraz duża ilość rowerzystów. Szkoda, że w Polsce jest ich tak mało w miastach. Na każdym kroku można było spotkać ludzi przebranych za Leprechauna oraz pijących Guinnessa.

Dublin Dublin Dublin

Spacerując po mieście, robiąc zakupy można było spotkać na ulicy różnych artystów. Pojawiła się grupa muzyków oraz pan lepiący psa z piasku. Ludzie tańczyli, klaskali i dobrze się bawili. Na miejscu można było kupić kilka płyt CD z muzyką klasyczną jaką grali. Gdyby nie to, że czas gonił na lotnisko to bym został i posłuchał ich znacznie dłużej.

Dublin Dublin

Dublin Dublin

Autokarem zostaliśmy odwiezieni spod hotelu na lotnisko w Dublinie. Tam czekał już na nas samolot linii Air France, który zabrał nas do Paryża.

Powrót do domu

Powrót do domu był już dość prosty. Szybka przesiadka w Paryżu na samolot do Warszawy, a potem złapać jakiś pociąg do Łodzi. Start z Paryża był lekko opóźniony przez problemy pogodowe nad Niemcami.

Lotnisko w Paryżu Lotnisko w Paryżu

Nad Polską przywitały nas turbulencje. Powrót odbył się już bez większych niespodzianek. Wyjazd zaliczam do bardzo udanych, zwłaszcza dzięki wspaniałej ekipie z jaką poleciałem. Mimo wielu problemów i zmęczenia, nigdy nie opuścił nas dobry humor.