Grill nad Zalewem Sulejowskim

Wszystko zaczęło się spokojnie lecz w pośpiechu i to w moje urodziny. Całkiem przypadkiem i spontanicznie. Hasło rzucone przez Drastika: „Jedziemy nad Zalew Sulejowski na grilla!”, zostało dość szybko zrealizowane. Wstąpiłem z Adamem do sklepu po węgiel, grilla i rozpałkę w płynie, czyli głównego bohatera tej imprezy. Wszystko wskazywało na to, że ten wieczór będzie spokojny. Nad tamą pojawił się piękny zachód słońca, a żeberka przyjemnie skwierczały na ruszcie.

Zalew Sulejowski

Robiło się coraz ciemniej i ciemniej. Reszta ekipy dojechała na miejsce, kiedy my zabieraliśmy się za spożycie żeberek. Chłopaki prawie zbudowali swojego grilla i zabrali się za konstruowanie kiełbasek. Wszystko przebiegało spokojnie.

Adam

Po najedzeniu się… szalony podpalacz Adam, rozpętał piekło. Płonęły kiełbaski, parówki, żeberka, emalia od grila… a chwilkę potem i sam Adam.

Adam

Ale nie spłonął. Poszedł nad wodę i bawił się w latarnika :| Ja mogłem sobie w tym czasie spokojnie porobić zdjęcia płomieni. Było wręcz gorąco.

Fire Fire Fire Fire

Ale to nic. Kiełbaski spalone wraz z wszystkim co było w okolicy w tym dwa grille, butelki, przyprawa do grilla, papryka, bułki i tak dalej…. Trudno. Czas było wracać.